Face to face

o nieidealnej relacji ojca i córki


Oddajmy głos córce i ojcu – bez wstępu i zakończenia…


Córka: Czyli ja, Karolina Wtorek. Na co dzień fizjoterapeutka, studentka, wolontariuszka. Moja pasja to fotografia, szybownictwo i dobra książka. Pasjonuję się tematem rodziny.
Relacja córka – ojciec, od tak, nadzwyczajnie, bo czemuż nie? Gdy patrzę z perspektywy swojego życia, to dostrzegam jak ważną rolę odgrywał i nadal odgrywa ojciec.


Ojciec: Wiesław Iwanek. Na co dzień (od 11 lat) jestem mężem Moniki, ojcem syna Piotra i trzech córek: Karoliny, Emilii i Łucji. Pracuję w firmie produkcyjno – instalacyjnej w branży budowlano – sanitarnej, w której to odpowiada się za sprzedaż i montaże urządzeń na terenie Polski i częściowo Europy wschodniej. Z doskoku, kilka godzin w miesiącu spędzam w poradni rodzinnej z narzeczonymi. Dodatkowo, hobbystycznie i lekko zarobkowo uprawiam 5ha ziemi. Moje hobby to konie i wiejski spokój. Swoje pierwsze hobby – konie zamieniłem na dzieci a drugie hobby tj. wiejski spokój, uprawa na wsi z całą rodziną przez okres wakacji. Ostatnio zastanawia mnie upływający szybko czas, kiedy patrzę na nasze DUŻE już dzieci – …. a niedawno braliśmy ślub….



Córka: Patrząc z perspektywy lat, to mój świat wartości, pewne postawy, zachowania i patrzenie na życie wyniosłam z domu. Moje sumienie kształtowało się na przestrzeni wielu lat, którego największy schyłek przypadł na okres dorastania. Największą rolę odegrał ojciec. I choć mama wkładała całe swoje serce w formowanie i wychowanie nas na porządnych ludzi, to jego przykład życia bardzo odbijał się na moim życiu. Zwoływanie nas na wspólną modlitwę był pierwowzorem pod inne, dalsze kwestie.


Ojciec: Według mnie dzisiejsze czasy czy też wcześniejsze, stawiają ojca w dwóch aspektach: jak zapewnić szeroko pojęty byt dnia codziennego rodzinie (utrzymanie, szkoła, pasje itp.) i jak zapewnić byt życia wiecznego rodzinie (przekazanie wiary, własny jej rozwój, wychowanie, patriotyzm itp.). Ojciec jest moim zdaniem trochę jak lokomotywa. Musi jechać na dwóch torach: tor codzienności i tor wieczności. Jeden z drugim nieustannie idzie obok siebie (powinien bynajmniej iść) w jednym kierunku –  Przystanek Niebo. Tor KOCHAĆ (siebie i rodzinę) i tor WYMAGAĆ (od siebie i od rodziny). Tylko, że wcale nie tak rzadko, wygasa „piec” w tej lokomotywie. Brak zapału, zniechęcenia niepowodzeniami, zmęczenie fizyczne, brak pieniędzy, brak oczekiwanych rezultatów u  dzieci….  Paliwo… Paliwem jest  Miłość Stwórcy wypływająca z Eucharystii i Słowa Bożego a uobecniająca się w DRUGIM, gdzie DRUGIM JEST CHRYSTUS. I to jest mój cel w wychowaniu dzieci. Górnolotny ale cóż… By widziały w drugim Chrystusa i aby w codzienności inni widzieli w nich Chrystusa. Co to oznacza? By umiały Kochać. Jako profesor poważnych nauk, sprzątaczka, nauczyciel, żona/mąż, matka/ojciec czy siostra zakonna/duchowny … obojętne. By umiały Kochać. A Kochać, to służyć drugiemu wykorzystując zdolności i talent jakie dał Stwórca, mocą Ducha Świętego. Swojej mocy na zbyt długo nie starcza… Dlatego moim celem jest uczenie się oddawania moich dzieci pod wychowanie Ojca Boga abym ja dla nich nie stał się bogiem. Jest to trudne aby nie stać się dla nich przyziemnym tatą, co zapewnia pieniądze albo tym co z siebie zrobił „à la boga” i dzieci go uwielbiają. Znam kobiety po sześćdziesiątce w małżeństwach, które są nieszczęśliwe, bo tatuś już umarł i nigdy wg nich nie będzie tak cudownie i bezpiecznie. Nikt już tak „malutkimi księżniczkami” się nie zaopiekuje, mimo że u boku jest mąż. To wszystko strasznie trudne, dlatego Święty Józefie – módl się za nami.. i naszymi córkami ..:)




Córka: Ok, a sfera seksualności? Zastanawiam się nad tym jak to wygląda dzisiaj. Czy jeszcze można powiedzieć, że przykład naszych rodziców ma wpływ na postawę młodych ludzi w dobie tak szeroko pojmowanej seksualności? Pamiętam, że dużo na te tematy rozmawiała ze mną mama, co przedłożyło się potem na moje przeżywanie seksualności, własnej godności i poszanowania siebie jako kobiety. Czy można jeszcze stawić czoła wobec tego co proponuje nam świat, moda i media?


Ojciec: Sfera seksualności w życiu rodziny przychodzi bardzo szybko. Jeszcze niedawno zakładałem z żoną pieluchy, a tu nagle trzeba jechać do sklepu po biustonosze rozmiaru „0” dla córki i tłumaczyć jej o środkach higieny. Jak złapiesz się, że już następuje taki czas w twojej rodzinie, a nie poruszałeś jeszcze tematów, to możesz sobie szczerze powiedzieć, że coś przegapiłeś. W naszym domu sprawa była trochę prostsza, bo z żoną prowadzimy zajęcia z narzeczonymi m.in. o temacie płodności. Zdarzało się nieraz, że jak dzieci były małe, to na zajęcia indywidualne przychodzili narzeczeni do nas do domu.
Nasłuchały się „niechcący” o cyklach miesięcznych, pochwach i penisach oraz akcie  małżeńskim i pytały potem o co chodzi :). Więc trzeba było wyjaśniać, na ile było można w danej grupie wiekowej i dzięki temu dzieci nabrały takiego czystego, normalnego podejścia do nazewnictwa związanego z seksualnością. Dla czterolatka sprawa jest bardzo prosta. Młodszy braciszek ma peniska i jest to sprawa tak samo normalna i czysta jak to, że ma samochodzik. To my dorośli jesteśmy skrzywieni. Dzieci, przynajmniej na początku, nie. I nie chodzi o to, aby to uwypuklać, eksponować czy robić tematem codziennym. Nie. Pokazywać normalność, ale i intymność i wstydliwość. I tu nie ma co ukrywać, z córkami w te klocki lepsza jest zdecydowanie żona. To chyba dość naturalne, szczególnie, jak ma się tak wspaniałą żonę jak ja:) Moim zadaniem jest szanować sferę seksualności żony. Podchodzić do jej ciała z szacunkiem, bez jakiś głupich uśmieszków, podtekstów i zachowań, aby dzieci widziały, że ciało kobiety ma swoją ogromną godność, przez które Pan Bóg przewidział stwarzać nowe życie – stwarzać miłość, tak jak Maryja wzięła udział w stwarzaniu cielesnym Miłości Nieskończonej, która pokonała śmierć –  Jezusa Chrystusa. Tak więc ja staram się pokazywać przykład zachowania do kobiet, a żona ubogaca to słownie na indywidualnych rozmowach z naszymi dziećmi. Wychodzi różnie, ale warto, aby właśnie media czy szeroko pojęty „świat”, nas w tym nie wyprzedziły.




Córka: Zdaję sobie sprawę z tego, że nie ma idealnych rodzin, idealnych tatusiów, idealnych córek, że nie zawsze jest pięknie i kolorowo. Gdy przychodzą trudności, to często nie potrafimy z nimi się uporać. Nie ma złotego środka, który byłby lekarstwem na wszystko. Dlatego też mam wrażenie, że wchodząc w świat dorosłości, wchodzimy połamani duchowo, niezdolni do pewnych spraw. Z wiekiem zauważyłam u siebie pewne zachowania, które były dość nietypowe jak na nastolatkę. Wchodziłam częściej w relacje z mężczyznami o wiele starszymi niż z rówieśnikami. Zastanawiam się dlaczego tak się dzieje. Psychologicznie można powiedzieć, że szukałam bezpieczeństwa. Wynikało to z braku ojca, który zarabiał na chleb dla rodziny. Dlatego tak ważna jest obecność ojca, który przytuli, pocałuje i powie, że jestem ukochanym dzieckiem.


Ojciec: Nie ma idealnych rodzin, tatusiów, córek …. I coś mi się wydaje, że to dobrze. Gdybym ja uznał się za idealnego tatusia (tak na zawsze, bo czasami to z powodu mojej pychy, przechodzi mi to przez głowę 🙂), to zapewne z czasem uznałbym, że mi do niczego nie jest potrzebny „jakiś tam Pan Bóg”, skoro ja sam jestem największym ideałem i doskonałością na tej ziemi i sam sobie ze wszystkim poradzę. A tak oczywiście nie jest. Nie radzę sobie z wieloma rzeczami. Mam za mało czasu na rozmowy z żoną, wychodzenie z nią na randki, na indywidualny czas dla każdego z dzieci, nie radzę sobie z przekazywaniem im wiary, bo sam jej za dużo nie mam. Słabo mi wychodzi dbałość o finanse rodzinne. Tak naprawdę to można by powiedzieć, że w pewien sposób jestem życiowym bankrutem. I co w związku z tym … ? Najłatwiej można by po prostu uciec… Nie wiadomo gdzie, nie wiadomo jak, ale uciec. Co pozwala mi jednak pozostawać..? To że mój Tata, który już nie żyje, też nie był idealny. Pokazał mi jednak, gdzie szukać pomocy. Codziennie rano ok. 5.00 i nocą ok. 22.00 klęczał i się modlił. Niezbyt długo nawet, czasami zasypiał ze zmęczenia, nic szczególnego nawet mi nie mówił słowami, ale swoją postawą powiedział na całe życie jedno: ty nie musisz radzić sobie ze wszystkim. Tym, który panuje nad tym światem jest Pan Bóg a nie ty. On jest Ojcem Wszechmocnym. Daj mu po prostu to.
Jest to oczywiście bardzo trudne, bo jak to ja, dorosły facet, mam sobie z czymś nie poradzić…? Nie pokonać trudności lepiej niż inni, nie być zaradniejszym od moich braci, sąsiadów czy kolegów..? Budzi to we mnie wielokrotnie frustrację, złość i smutek a co za tym też idzie, przenoszenie tego na najbliższych –  czyli nie odzywanie się, kłótnie, ucieczka np. w sen.
Moja żona jest ode mnie o kilka lat młodsza. Pochodzi z rodziny, gdzie był problem alkoholowy. Czy mogę powiedzieć, że jej rodzina, jej historia była czy jest zła? Nie. Bo może moja żona przez tę sytuację szukała podświadomie opieki i schronienia u kogoś starszego o kilka lat, takiego właśnie jak ja. I gdyby nie jej historia domu rodzinnego, nie miałbym teraz tak wspanialej żony, tak cudownych dzieci, bo nie byłoby jej w głowie wychodzenie za mąż w wieku 20 lat. Nasi rodzice, dziadkowie i my także, nie jesteśmy idealni. Wiem natomiast jedno: historia każdego z nas JEST ŚWIĘTA!! Nie wymknęła się Panu Bogu spod kontroli, niezależnie jaką mamy przeszłość i w jakim punkcie życia jesteśmy. Nasi rodzice zrobili wszystko co mogli w sprawie wychowania nas mając swoją konkretną historię, której wielokrotnie nawet dobrze nie znamy. Warto z nimi o tym porozmawiać i przebaczyć im jak trzeba, nawet jeżeli już ich na tym świecie nie ma. My teraz też, jako nowi rodzice, robimy wszystko, co potrafimy mając swoją historię. Przez nią Pan Bóg przewidział nam Szczęście Wieczne. Dlatego warto też uczyć nasze dzieci przebaczania drugiemu. Niektórzy mówią aby nie kłócić się przy dzieciach. Ja uważam, że można kłócić się przy dzieciach, tylko trzeba starać się nie używać wulgarnych słów. Niech dzieci widzą, że się kłócimy, ale nade wszystko niech widzą też, że się godzimy, przepraszamy i przytulamy po tych kłótniach. Czasami nawet warto po jakiejś kłótni, specjalnie zaaranżować czas pogodzenia się, jak będą w domu dzieci. Dla nich, szczególnie tych dorastających, niezmiernie ważne jest, aby widzieć godzących się rodziców. Zapewne świat w postaci internetu, gazet, telewizji czy rówieśników, będzie im mówił: rób co chcesz, korzystaj z życia ile możesz i jak możesz, bo jesteś tego warty – konsumuj przyjemności, bo nie ma żadnych konsekwencji, a na pewno nie ma żadnej miłości. Wówczas będą mogły podjąć refleksje i powiedzieć sobie lub innym: ale to nieprawda – Miłość jest, istnieje, widziałam/-em ją. Mój Tata wielokrotnie kłócił się z moja mamą, nawet czasami strasznie, ale potem przepraszał ją szczerze, całował, przynosił kwiaty i mówił że ją kocha. I to może być dla nich coś, co uratuje im życie. Nie to, że żyły wśród idealnych rodziców, ale to, że żyły wśród „ułomnych”, grzesznych rodziców, którzy potrafili sobie przebaczać. Oby i nas nauczyło to, żeby przebaczać innym. Może szczególnie sobie, naszym rodzicom, Panu Bogu. Niech da też nam i naszym dzieciom wiarę, że Pan Bóg nas kocha niezależnie od naszej historii, że nam wszystko przebacza, że pokonał naszą śmierć, że jest Panem naszej historii i że pragnie nas mieć u siebie na wieczność.




Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s